absolwenci » Absolwenci

Prof. dr hab. Andrzej Tarlecki



Prof. dr hab. Andrzej Tarleckiurodził się w 1956 roku, a w Szczytnie mieszkał do ukończenia Liceum Ogólnokształcącego w 1975 roku. Po maturze rozpoczął studia informatyczne na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, które ukończył w 1979 roku. Pracował w Instytucie Podstaw Informatyki PAN, gdzie uzyskał stopnie naukowe doktora (1982) i doktora habilitowanego (1987) w zakresie informatyki. Tytuł naukowy profesora nauk matematycznych otrzymał w 1998 roku. Od 1992 roku pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, od 2000 roku jako profesor zwyczajny. W latach 1996-2005 był dyrektorem Instytutu Informatyki UW, w latach 2005-2012 przewodniczył Radzie Instytutu, od września 2012 roku jest Dziekanem Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW. Jest też przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Podstaw Informatyki PAN, członkiem Komitetu Informatyki PAN. Praca w kraju przerywana była pobytami naukowymi na Uniwersytetach w Edynburgu, Manchesterze, Lyngby, Bergen, Likoeping, w Ecole Normale Superieure w Paryżu i w Cachan oraz na Uniwersytetach Stanforda, McMaster i Uniwersytecie Illinois w Urbana-Champaign.

Jego zainteresowania naukowe dotyczą matematycznych podstaw informatyki, a głównie metod opisu, specyfikacji, weryfikacji i systematycznego konstruowania systemów oprogramowania oraz związanych z nimi problemów logiki matematycznej, algebry ogólnej i teorii kategorii. Jest to dziedzina, która ma na celu wypracowanie właściwych narzędzi metodologicznych, koncepcyjnych i technicznych dla wsparcia wytwarzania oprogramowania najwyższej jakości dzięki solidnym matematycznym podstawom. Zważywszy, że systemy informatyczne ingerują coraz bardziej w nasze życie, problematyka ta jest niezwykle ważna i ma kolosalne znaczenie praktyczne. Niekiedy chodzi o kwestie ekonomiczne (np. systemy bankowe), a niekiedy o zdrowie lub nawet życie (np. systemy medyczne bądź militarne).

Wczesne prace prof. Tarleckiego dotyczyły metod weryfikacji programów oraz semantyki języków programowania, a od 1983 roku koncentrują się wokół podstawowych problemów teorii specyfikacji algebraicznych, rozwijanych w abstrakcyjny, bardzo ogólny sposób. Praktyczną konsekwencją tych badań była propozycja środowiska Extended ML dla specyfikacji i konstruowania modularnych programów funkcyjnych, a później także udział w opracowaniu formalizmu budowania specyfikacji CASL (Common Algebraic Specification Language) w ramach międzynarodowej grupy CoFI (Common Framework Initiative). Ważną cechą jego prac w tym zakresie była niezależność pojęć, metod i wyników od wykorzystywanych systemów logicznych, formalizowanych jako tzw. instytucje. Zaowocowało to między innymi wprowadzeniem i rozwojem abstrakcyjnej, "instytucyjnej" wersji teorii modeli, badaniami nad heterogenicznymi środowiskami logicznymi, a przede wszystkim odpowiednio ogólnymi metodami specyfikacji i konstruowania oprogramowania. Wiele z tych wątków podsumowała niedawna obszerna monografia "Foundations of Algebraic Specification and Formal Software Development" (Springer-Verlag, 2012, współautor: D. Sannella).

Poza wspomnianą monografią prof. Tarlecki opublikował około 80 prac naukowych w czasopismach i materiałach konferencji o międzynarodowym zasięgu. Redagował kilkanaście tomów naukowych i zeszytów specjalnych czasopism naukowych. Wygłosił ponad 60 wykładów na seminariach i prestiżowych szkołach letnich w znanych ośrodkach informatycznych na kilku kontynentach i ponad 60 referatów konferencyjnych, w tym 8 zaproszonych wykładów plenarnych na dużych konferencjach międzynarodowych i wiele takich wykładów na konferencjach roboczych. Wypromował 7 doktorów, był recenzentem w ponad 30 postępowaniach profesorskich, przewodach doktorskich i habilitacyjnych (w tym kilkunastu za granicą).

Prof. Tarlecki jest członkiem Academia Europea. Pracuje też w grupach roboczych IFIP WG2.2 "Formal Description of Programming Concepts" i WG1.3 "Foundations of System Specification", jest członkiem komitetu technicznego IFIP TC1 "Foundations of Computer Science". Był członkiem komitetów programowych ponad 50 międzynarodowych konferencji naukowych, przewodniczył 7 z nich. Jest redaktorem międzynarodowych czasopism naukowych Information Processing Letters (redaktor naczelny), Fundamenta Informaticae, Logical Methods in Computer Science, Categories and General Algebraic Structures with Applications oraz Electronic Communications of the EASST. Należy do stowarzyszeń European Association for Theoretical Computer Science (był członkiem Rady EATCS w latach 2004-2012) i European Association of Software Science and Technology.



Wspomnienia



  1. Jak wspomina Pan lata spędzone w naszej szkole? Czy jest jakieś szczególne wspomnienie, które głęboko zapadło w pamięć?

    Wspomnień mnóstwo, zdarzeń mnóstwo, nie o wszystkich zresztą wypada tutaj pisać.

    Przede wszystkim: wspaniała klasa. Niewielka, po pierwszym roku było nas raptem bodaj 27 osób, w zdecydowanej większości chłopców (mężczyzn?) pięć koleżanek, czyli hołubionych przez nas "Perełek". Pamiętam wchodzenie do klasy na lekcje. "Perełki" oczywiście pierwsze, przy akompaniamencie głośnego odliczania "1-2-3-4-5-wszystkie!”.

    Koledzy mieli mnóstwo zainteresowań, znacznie wykraczających poza szkolny obowiązek: od koszykówki (zacięte boje z innymi klasami o szkolny koszykarski prym, ale i międzyszkolne mecze i rozgrywki) i piłki nożnej (oczywiście) po szachy i brydż (wtedy traktowany dość podejrzliwie), od muzyki po kino, od elektrotechniki po poezję i literaturę, namiętnie czytaną, ale i recytowaną, także przy akompaniamencie gitary. Rytmicznego śpiewania poezji (Mickiewicz? Słowacki?) na korytarzu, w przerwie przed lekcją polskiego, nie sposób zapomnieć. Kilka klasowych wyjazdów na kilkudniowe wycieczki w kraju. Wiele wyjazdów krótszych. Czy wciąż klasy jeżdżą na wspólne ziemniaczane wykopki? Pamiętam wyjazdy wakacyjne, choćby hufce pracy i coroczne wspaniałe dwa tygodnie w lesie.

    Szkolne zabawy i pozaszkolne spotkania. I ambicje, by zrobić coś naprawdę ciekawego, innego, wyjść poza szkolna rutynę i sztampę, choćby przez nietypowe rozwiązania zadań z matematyki czy fizyki, niestandardowo twórcze tłumaczenia tekstów z angielskiego lub na angielski, celowo kontrowersyjne opinie wyrażane na lekcjach czy czasami naiwne, a nieraz ciekawe próby literackiego traktowania tematów wypracowań z polskiego. A przy tym wszystkim sporo solidnej, systematycznej nauki i w sumie w klasie bardzo dobre oceny i wyniki.



  2. Czy pamięta Pan, z jakimi zamiarami, planami na przyszłość rozpoczynał Pan naukę w liceum? Czy znalazły one potwierdzenie w późniejszej drodze życiowej?

    Przyznam, że nie pamiętam, z jakimi planami czy marzeniami zaczynałem ogólniak. Ale dobrze pamiętam, że przez cztery licealne lata moje zainteresowania biegły w przeróżnych kierunkach. Była na przykład udana przygoda z Olimpiadą Literatury i Języka Polskiego (co zaowocowało zwolnieniem z matury z języka polskiego!), wsparta fascynacjami literackimi, poetyckimi i recytatorskimi. Były i fatalnie nieudane podejścia do Olimpiady Matematycznej. Informatyka pojawiła się bardzo późno, z pół roku przed maturą, a jej wybór motywowany był w dużym stopniu chęcią zdobycia perspektywicznego, konkretnego zawodu. Wtedy chyba myślałem, że zostanę - z pewnością świetnym :-) - programistą. Informatyczne fascynacje naukowe przyszły trochę później, już na studiach.



  3. Czy i w jakim stopniu nauka w naszej szkole wpłynęła na Pańskie sukcesy zawodowe, osobiste?

    To chyba banał, ale nasze liceum dało mi przede wszystkim solidną dawkę szerokiej, ogólnej wiedzy z różnych dziedzin, bardzo przyzwoite podstawy, na których można było potem budować dalsze studia i naukę. Mam poczucie - oczywiście niesprawdzone - że po naszej szkole mógłbym z powodzeniem studiować właściwie wszystko. Równie ważne było też jednak, że ze szkoły wyniosłem nawyk i umiejętność w miarę systematycznej pracy i nauki, chęć dogłębnego poznania studiowanych zagadnień oraz ambicję zadawania pytań i podejmowania trudnych problemów. Posiadłem także umiejętność czerpania satysfakcji z takiej pracy zarówno wtedy, gdy pojawiają się ciekawe wyniki (to wielka radość dla każdego naukowca) jak i wtedy, gdy wszystko idzie jak po grudzie, odpowiedzi nie widać, rozwiązania nie chcą się skrystalizować, a kolejne wysiłki prowadzą "tylko" do pełniejszego zrozumienia problemu i napotkanych trudności. To też bywa frajda!



  4. Czy któryś z dawnych nauczycieli szczególnie zapadł Panu w pamięć, czy uznałby Pan któregoś z nich za swego mentora, mistrza?

    Dziś widzę, że w naszej szkole mieliśmy szczęście do wielu świetnych nauczycieli i wspaniałych ludzi. Koniecznie chciałbym tu wymienić przynajmniej troje z nich:

    Pan Profesor Kasprowicz, nasz wychowawca i nauczyciel angielskiego. Niezwykle życzliwy we wszystkich sytuacjach, także i tych bardzo kłopotliwych, czasem i z naszej winy. No i świetny nauczyciel. Jak dobre podstawy angielskiego nam wpoił, miałem okazję przekonać się kilka lat później, gdy angielski stał się podstawowym dla mnie językiem pracy i codziennych kontaktów, nie tylko zawodowych.

    Pani Profesor Trzcińska, polonistka. Wiążę z nią swoje szkolne fascynacje literackie i poetyckie, przygody recytatorskie (pewno nie tylko ja pamiętam cudną atmosferę wieczorów poetyckich przy świecach, z wierszami recytowanymi z przejęciem i zacięciem przez ubrany na czarno zespół). Dzięki niej wspominam wspólnie śpiewane, przy różnych wyjazdowych okazjach, piosenki o tekstach nie zawsze całkiem cenzuralnie poprawnych oraz liczne sygnały i zachęty, by robić właśnie coś innego, nietypowego, ambitnego.

    Pan Profesor Kocięcki, nauczyciel matematyki. Najkrócej: precyzja i dokładność. Bezwzględny brak zgody na niechlujność w formułowaniu matematyki czy nieścisłość definicji, rozumowań, rozwiązań. To była dobra szkoła. Takie uczenie matematyki wcale nie było standardem, jak przekonałem się juz wkrótce po maturze, a umiejętność jasnego i jednoznacznego formułowania matematyki (i nie tylko matematyki) okazała się bezcenna na studiach i w dalszej pracy naukowej.



  5. A co ze szkolnymi przyjaźniami? Czy utrzymuje Pan kontakty ze znajomymi, przyjaciółmi ze szkoły?

    Po maturze klasa się rozpierzchła: studia w Olsztynie, Trójmieście, Toruniu... W Warszawie poza mną studiowały jeszcze bodaj dwie osoby. Wiem, że niektórzy utrzymywali i utrzymują bardzo bliskie i częste kontakty. Ja nie, z bardzo różnych względów wkrótce po studiach te kontakty straciłem.

    Ale: od jakiegoś czasu, dość systematycznie, w rytmie okrągłych rocznic matury, co pięć lat organizowane były klasowe spotkania. Staram się brać w nich udział, zawsze z wielką przyjemnością, radością i ciekawością losów innych. I przy tych okazjach -przyznam, że trochę ku memu zaskoczeniu - zawsze pojawia się czy może odnawia poczucie bliskości, wspólnoty, otwartości i szczerości wobec całej grupy osób, z którymi dzieliliśmy szkolne lata.



  6. Jakie są Pana plany na przyszłość?

    Choć ze szkolnej perspektywy jestem już pewno strasznie starym dziadkiem, to dzięki profesorskiemu przywilejowi pracy do siedemdziesiątego roku życia wciąż przede mną ładnych parę lat na aktywność zawodową. Mam nadzieję, że w którymś momencie uda mi się pozbyć obowiązków administracyjnych i codziennej rutyny drobnych, a zawsze najpilniejszych, spraw i znów znaleźć czas na to, co w tym zawodzie najpiękniejsze: intensywną pracę naukową. Kilka nowych pomysłów i ważnych problemów czeka na taką okazję! No i liczę, że w końcu znajdzie się więcej czasu na hobby: rower, Mazury, góry, brydż - niekoniecznie w tej kolejności.